środa, 25 kwietnia 2018

12 rzeczy, które robią wszyscy rodzice, ale nikt głośno o nich nie mówi

Zanim urodził się Zet byliśmy pełni ideałów. W skrócie miał  jadać jarmuż, przegryzać go ekokurczakiem, nie kłaść łokci na stole, zasypiać i budzić się z uśmiechem. Do rzeczy. Zróbmy listę rzeczy, które robią rodzice, a nie-rodzice tego nie pojmują.

fot. Pixbay


1. Kładziemy jedzenie, pilota do TV, itp. na dziecku.

To zwłaszcza cecha matek karmiących. Tej grupie zdarza się też, np kłaść ścierkę na głowie dziecka, żeby nie pochlapać go gdy śpi przy piersi, a matka je :)

2. Nasze dzieci nie oglądają bajek, jeśli nawet to max 20 min starannie wyselekcjonowanych tygodniowo.

Tak, chyba że akurat mam migrenę, rachunki do zapłacenia, padam na pysk i chcę posiedzieć w ciszy, cały dzień leje, a my siedzimy od rana do wieczora w domu, wtedy zdarza się, że mogą obejrzeć ciut więcej, np. pół dnia, wszystko jedno czego, byle przez chwilę się nie lali.

3. Brzydzimy się przekupstwem.

Jak wszyscy, chyba, że akurat próbujesz 5 latka z lekką nadwagą zmusić do pójścia na zajęcia sportowe, a on nie chce. Wtedy trochę można, np. po szybkim przeliczeniu odkrywasz, że spali więcej kalorii niż ma jajko z niespodzianką, wtedy warto mu takie obiecać na po ćwiczeniach. Po 6 zajęciach przestał pytać o jajko, więc uważam, że to sukces.

4. Mamy problemy z żołądkiem

Niech podniesie rękę, kto nie siedział w toalecie zdecydowanie dłużej niż potrzebował tylko dlatego, że był tam sam? Wynosząc śmieci zawsze obchodzę dom dookoła.

5. Kupujemy słodycze, których dzieci nie lubią

Tak dobrze widzicie. Zawsze mamy w domu marcepana albo Bounty, bo tego nam na 100% nie zjedzą. Ewentualnie, jak podbieram coś z ich zapasów, na pytanie co jem zawsze odpowiadam Bounty. Serio, tak, trochę się tego wstydzę.

fot. Pixbay


6. Dojadamy po dziecku

Pamiętam jak kiedyś moja mama mówiła, że tyje, bo dojada to, czego my nie kończyliśmy. Obiecałam sobie wtedy, w dzieciństwie, że nigdy nie będę tego robić. Dziś po zawiezieniu ich do placówek na śniadanie zjadłam pół tosta z dżemem, 1/3 paluszka rybnego i popiłam to zimnym kakao. Byłam wdzięczna losowi, że nie dojedli, bo Kazik płakał i nie pozwolił mi zrobić nic świeżego do jedzenia.

7. Kłócimy się z obcymi dziećmi

Ostatnio byliśmy na urodzinach u koleżanki, zauważyłam, że pewien chłopiec z 2 klasy dogryza Tedowi, stanęłam obok młodego i dałam temu biednemu dziecku do pieca. Teda zapytałam czy słyszał co mówiłam i kazałam mu zapamiętać na przyszłość.

8. Pięć minut nie leżało

Kiedy dzieci są maleńkie odkażamy wszystko co popadnie a co najmniej przelewamy wrzątkiem. Kiedy dzieci mają kilka lat a z ich talerza ciągle coś spada na podłogę zaczynamy wyznawać zasadę "pięć minut nie leżało, bakterie nie zdążyły wskoczyć".

9. Uwielbiamy sobotnie zakupy.

Długie, w korkach i z kolejką. Pod warunkiem, że dzieci zostały ze współmałżonkiem w domu.

10. Data? To tylko sugestia.

Jogurcik troszkę po terminie? 3-5 dni? Otwieramy, oglądamy, próbujemy, rzadko ląduje w koszu, najczęściej zjadamy sami.

11. Jesteśmy strasznie śpiący

Codziennie czytam dzieciom, one słuchają, uwielbiają to. Mogłyby tak siedzieć pół nocy i słuchać dziecięcych książek. Ale najczęściej obok łóżka leży też to, co sama aktualnie czytam. Czasem jestem już tak strasznie śpiąca, że proszę, żeby poszli do siebie. Potem po cichutku, przy małej lampce czytam swoją książkę.

fot. Pixbay

12. Sami jesteśmy dziećmi

Kiedy na zewnątrz są kałuże każemy im założyć kalosze, sami robimy to samo i idziemy chlapać. Bywa, że na górce zimą pokazujemy im więcej niż raz, jak mają zjeżdżać na sankach, na urodzinach w sali zabaw włazimy na górę, oczywiście upewnić się, że siatki są dość mocne, podobnie małpiego rozumu dostajemy na placach zabaw. Podjadamy też dzieciom frytki w McDonald's, bawimy się klockami Lego, strzelamy z łuku i generalnie świetnie się bawimy z tymi małymi kolesiami :D

A Wy, jakie macie grzeszki na sumieniu

wtorek, 24 kwietnia 2018

5 relacji, które nie mają szansy zakończyć się wspólną starością

Zastanawialiście się czasem, czemu niektóre pary są ze sobą długie lata, a inne rozwodzą się, choć mieli spędzić razem całe życie? Co sprawia, że wielka miłość i wspólne życie u jednych trwają, a u innych nie? Czasem przyglądam się naszym znajomym i z niedowierzaniem stwierdzam, że niby są razem, ale ewidentnie się męczą, inni rozstają się, mimo że wydawało się, że są dla siebie stworzeni.

fot. Pixabay

Socjologowie mówią, że coraz bardziej niezależne i wyzwolone kobiety nie boją się odchodzić, jak niegdyś, świat stoi przed nimi otworem, robią karierę i na nikogo nie muszą się oglądać. Tylko pytanie brzmi czemu chcą odchodzić? Czy przestaliśmy już jako społeczeństwo wierzyć w miłość po grób?

Podzielę się z Wami swoimi obserwacjami z życia mojego i nie tylko o tym, jakie związki nie mają szansy się udać.

1. Włoskie małżeństwo.

Dawno, dawno temu nim spotkałam Ojca Żywiciela byłam w tzw. poważnym związku. Było to klasyczne włoskie małżeństwo, mój luby chętnie znikał na kilka dni, trzaskał drzwiami i wydawał kasę, głównie moją, bo on sam niespecjalnie się do pracy kwapił, rzadko udało mu się wytrwać gdzieś dłużej niż dwa tygodnie. Miałam wtedy 20 lat i byłam szaleńczo zakochana, ale doszłam do wniosku, że chyba jednak nie tak ma wyglądać mój świat. Jeśli coś przesadnie kipi emocjami, lepiej sobie darować, chyba, że lubisz płakać.

2. Władca wrzechświata

Władca wszechświata ma dobrą pracę, atrakcyjną kobietę u boku i czyste dzieci w markowych ciuchach. Jego partnerka nie musi pracować, ale musi pamiętać, że wydaje kasę władcy, więc w zależności od humoru musi się liczyć z ewentualnym wypominaniem wydatków. Miałam kiedyś taką znajomą, jej facet był bardzo zamożnym biznesmenem, ona miała ładnie wyglądać, dostała nawet cudny sportowy samochód. Ale kiedy wracała od kosmetyczki małżonek sprawdzał, czy ta zrobiła dokładnie pedicure, bo JEGO KASA musi być dobrze wykorzystana. Pani pewnego dnia wzięła dziecko, szczoteczkę do zębów i wyszła, by więcej nie musieć pokazywać stóp.

3. Nie lubię go/jej

Każdy zna parę, gdzie jeden z partnerów mówi, że trwa w związku bo dzieci, bo wspólny kredyt, na pytanie o tę drugą osobę poznajemy całą litanię, partner jest: samolubny, niezbyt pomocny, nie dość zaangażowany, w skrajnych przypadkach możemy się dowiedzieć, że po prostu głupi. Dlaczego więc ludzie wiążą się z kimś takim? Bo sądzą, że zmieni się po ślubie, kiedy urodzą się dzieci, kiedy pojawi się kredyt. Nie, nie zmieni się. Jeśli ktoś nie odpowiada Ci tak w stu procentach, nie wiąż się z nim na stałe! Po to ludzie spotykają się, zamieszkują razem, zaręczają się, żeby poznać przyszłego małżonka PRZED ŚLUBEM.

4. Dwa światy

Słyszeliście o parach, które wydają kasę po kryjomu przed partnerem? Znalazłabym kilka takich wśród swoich znajomych. Udawanie, że ta kiecka jest stara, celowe niszczenie torebki, żeby mieć powód do kupienia nowej, czy 16 wiertarka w warsztacie, schowana między 15 starymi... Trudno uwierzyć? Ludzie tak robią. Jeśli Ty lub Twój partner nie ogarniacie, że wydanie kasy na kolejny gadżet, kiedy rachunki są niezapłacone jest słabe, to chyba nie czas się wiązać, najpierw trzeba dorosnąć.

fot. Pixabay

5. Najgorsze - przemoc

Niekoniecznie fizyczna. Obrażanie partnera, grożenie mu na każdym kroku rozstaniem, wieczne wyrzucanie, że za mało zarabia, za słabo wygląda, blabla, to też przemoc, uciekaj natychmiast.

Ludzie, którzy spędzają ze sobą całe życie, bo chcą, a nie dlatego, że muszą to nie tylko małżonkowie, to partnerzy w pełnym znaczeniu tego słowa. Są świadomi, że "grają do jednej bramki", szanują się i lubią, mają wspólne plany, lubią spędzać razem wolny czas, ale rozumieją także potrzebę drugiej osoby, że czasem trzeba pobyć samemu, albo w innym otoczeniu. Kierują się podobnymi wartościami, mają podobną moralność.

A jakie "chore relacje" Wy byście dorzucili? Jaki układy nie mają szansy się udać?

środa, 18 kwietnia 2018

Przez żołądek do... płuca, czyli czemu Kazik wylądował w szpitalu

Zacznę od tego, że ten tekst nie ma charakteru poradnikowego, nie jestem lekarzem, nie mam wystarczającej wiedzy i kompetencji, żeby doradzać w kwestii leczenia dzieci. Chciałabym się tylko z Wami podzielić tym, co mnie zaskoczyło.



Jeśli śledzicie nasz fanpage lub Instagram wiecie, że Kazik był niedawno w szpialu. Spędziliśmy tam osiem dni. Chciałabym Wam napisać, jak to się stało. Jakiś czas temu, kiedy byłam z Małym na szczepieniu odebrałam telefon ze szkoły z informacją, że Zet jest chory. Pojechałam po niego i faktycznie kasłał i miał stan podgorączkowy. Nic wielkiego się nie działo więc postanowiliśmy przytrzymać go trochę w domu, łagodzić objawy i czekać na dalszy rozwój wypadków.

To było we czwartek, w niedzielę do kaszlącego Zeta dołączył Kazik. Pojechaliśmy więc w poniedziałek do przychodni. Werdykt: Zet ma zapalenie krtani i zaraził brata, małemu poszło na oskrzela. Dostaliśmy recepty i wróciliśmy się leczyć do domu. Na kontroli po kilku dniach obydwu było lepiej, pediatra stwierdził, że rozsądniej będzie dokończyć leki i już nie przychodzić na kolejną kontrolę, żeby nie ryzykować, że mały złapie coś nowego w poczekalni. Tak też zrobiliśmy.

Trzy dni po odstawieniu leków Kazik znów zaczął kasłać i gorzej oddychać, kolejna wizyta - nawrót. Wróciliśmy do inhalacji, po dwóch dniach kontrola, nie było poprawy, młody dostał antybiotyk. Dodam, że nawet przez chwilę nie pojawiła się gorączka, ba, nawet nie było stanu podgorączkowego. Zet się wykaraskał a mały nie do końca. Tak chodziliśmy do lekarza, raz było lepiej, po dwóch dniach znów gorzej, w dni kiedy nie byliśmy na kontroli Pani doktor dzwoniła do nas i pytała, jak Kazio się czuje.

Po Świętach Wielkanocnych, kiedy nadal nie było poprawy dostaliśmy skierowanie na RTG płuc. Opis wyglądał słabo nawet dla laika: odoskrzelowe zapalenia płuc po lewej stronie i stan zapalny z rozdęciem w dolnej części prawego płuca. Aż zakręciło mi się w głowie. Od razu pojechaliśmy po skierowanie do szpitala i na oddział pediatryczny. W szpitalu zrobiono kolejne badania, nie ma infekcji bakteryjnej. Kazik dostał te same leki, które dostawał w domu, tyle, że w większych dawkach. Te nadal nie dały znaczącej poprawy.

Zajmująca się nami pediatra zleciła USG w kierunku refluksu żołądkowo-przełykowego i... bingo! Treść żołądka cofała się i wlewała do dróg oddechowych powodując stan zapalny w płucach! Nigdy nie wpadłabym na to, że takie objawy może dawać refluks. Kazik kasłał, miał duszności, ale nie gorączkował i nie miał kataru. Okazało się, że jego zapalenie zarówno oskrzeli, jak i potem płuc nie zostało wywołane przez wirusa, a przez jedzenie. Lekarka zleciła podanie zagęszczacza do pokarmu, żeby treść się nie cofała z żołądka i poprawa nastąpiła od razu. Młody w końcu zaczął się leczyć i wyszliśmy ze szpitala po dwóch dniach od diagnozy.



Co ciekawe Kazik nie ulewał, dlatego nikt wcześniej nie wziął pod uwagę takiej opcji. Zwyczajnie to co mu się cofało nie wracało do ust, wpadało prosto do płuc. Dodatkowo mylący był wywiad. Chory starszy brat, drugi z astmą, to wszystko sugerowało, że problem jest stricte oddechowy.

Teraz przed każdym karmieniem odciągam odrobinę pokarmu i dodaję pół miarki preparatu zagęszczającego dla dzieci ze skłonnością do ulewania, podaję go strzykawką, a potem Kazik popija piersią. Mały lepiej śpi, regularnie się wypróżnia, nie wisi ciągle przy piersi i jest spokojniejszy.

Taki mały cud.

wtorek, 17 kwietnia 2018

#Czytam sobie "Raj nie istnieje" Michael Robotham

Wiecie już, że uwielbiam książki po lekturze których nie można spać. Jakoś tak się składa, że w mojej biblioteczce najwięcej tego typu pozycji pochodzi z Wydawnictwa HarperCollins, dlatego krótko przed Wielkanocą poczyniłam zamówienie nowości właśnie od nich. Tak właśnie w moje ręce wpadła książka "Raj nie istnieje". Na okładce poleca ją Stephen King, musiałam ją mieć...

fot. materiały prasowe


Bohaterkami powieści są dwie kobiety, wiodąca pozornie idealne życie Meg, kobieta taka, jak Ty i ja. Matka, blogerka i Agatha - pracownica marketu. Chciałabym móc powiedzieć, że Agatha jest tą złą, tak zresztą można pomyśleć czytając streszczenie na okładce. Jednak sprawa nie jest taka prosta. Tę postać autor obdarzył skomplikowaną przeszłością, która ma ogromny wpływ na to kim się stała i jaki plan zrodził się w jej głowie. Niezwykle inteligentna postać dążąca do realizacji miezwykłego marzenia. Swoje działanie zaplanowała w szczegółach i długofalowo. Agatha nie chce nikogo skrzywdzić, szuka szczęścia dla siebie. Trudno pochwalać jej metody, ale autor doskonale przekazuje czytelnikowi to, co dzieje się w jej głowie i na koniec sprawia, że czytelnik szczerze jej współczuje. Nie będę się rozpisywać, bo mogłabym niechcący popsuć Wam frajdę z czytania, a tego bym nie chciała.



Dość powiedzieć, że książkę czyta się jednym tchem i z łatwością wchodzi się do świata stworzonego przez Michaela Robothama, który swoją opowieścią sprawi, że dwa razy zastanowisz się, nim spuścisz z oka własne dziecko, albo zaprosisz do swojego życia nowych znajomych... Dodam, że książkę kończyłam na oddziale pediatrycznym, więc zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie :)


Tytuł: Raj nie istnieje
Autor: Michael Robotham
Wydawnictwo: HarperCollins
Cena: ok. 30 zł

czwartek, 29 marca 2018

#Czytam #dzieciom seria "Krok po kroku"

Nie wiem czy to powszechna przypadłość wśród matek,  czy tylko moja, ale UWIELBIAM książki dla dzieci. Najlepszy prezent, jaki można zrobić moim chłopakom to właśnie książki. 





Niedawno przyszła do nas piękna paczuszka,  a w niej cztery bajecznie kolorowe książeczki dla Kazika. Seria "Krok po kroku" to nowa propozycja wydawnictwa Wilga. Przeurocze obrazki i zabawne wierszyki spieszą na pomoc młodym rodzicom,  przed którymi dylematy: jak nauczyć dziecko korzystać z toalety,  jak pozbyć się przyjaciela smoczka,  jak zachęcić do mycia ząbków czy jak uśpić malucha. Seria przypadnie do gustu zarówno chłopcom,  jak i dziewczynkom,  autorzy zadbali bowiem o to,  żeby teksty były uniwersalne,  a na obrazkach znajdziemy małe damy i równie niewielkich gentlemanów. 



Książeczki dla zupełnie małych czytelników często zawierają tekst w formie rymowanki. Tak jest i tym razem,  zabawna treść zapada w pamięć,  dzieki czemu po kilku czytaniach będziecie w stanie recytować ją w czasie prowadzenia auta,  czy w środku nocy.  A mówiąc miedzy nami rodzicami,  czytanie po ciemku bywa niezbędne  😉Tekst dzieki swojej rytmice jest atrakcyjny dla dziecka oraz... zabawny dla rodzica. No, ewentualnie starszego rodzeństwa,  jesli uda Wam sie wrobić je w czytanie. 😉 



Na tej płaszczyźnie odniosłam sukces,  Zet uznał że śmieszne,  to może Kazikowi poczytać  😀

Kazik poleca :)


SERIA: Krok po kroku
TYTUŁY W SERII: Zasypianka wyliczanka,  Siku na nocniku,  Papa smoczku,  Myjemy ząbki 
WYDAWNICTWO: Wilga
CENA: ok 14 zł 

wtorek, 13 marca 2018

#Czytam #sobie #Recenzja "ciotka Poldi i sycylijskie lwy"

Zastanawialiście się kiedyś,  jak chcielibyście spędzić jesień życia? Ja tak. Ponieważ uwielbiam jak jest ciepło, kocham makaron,  pizze, oliwki i dojrzewające w słońcu pomidory a do tego moje ulubione napoje to kawa i wino, idealne miejsce na starość może być tylko jedno - Włochy. Z moim zamiłowaniem do geologii oczywiście najlepsza bylaby lokalizacja z widokiem na Etnę. 





Jakież było moje pozytywne zaskoczenie,  kiedy w moje ręce trafiła książka "Ciotka Poldi". Poldi ma 60 lat, jest wdową,  emerytowaną kostiumolog w czarnej peruce,  Poldi ma gorące serce i... postanawia zapić się na śmierć w uroczym domku z widokiem na Entę. Brzmi ponuro?  Nic z tych rzeczy! Poldi ma ogromną charyzmę, wielka chęć do życia,  słabość do przystojnych karabinierów i duszę detektywa. Do tego ciągle powtarza "Namaste życie" i próbuje nieco rozruszać lekko nieporadnego siostrzeńca swojego zmarłego męża, któremu, nie pytając go o zdanie,  urządza pokój na swoim poddaszu.  Młody mężczyzna chce zostać pisarzem,  ale brak mu polotu i wyobraźni, w które aż w nadmiarze jest wyposażona ciotka. 


Poldi jest kobieta nieustraszona,  która nie cofnie się przed niczym,  by rozwiązać zagadkę zaginięcia młodego Włocha,  który pomagał jej w drobnych pracach domowych. Ciotka staje więc oko w oko z groźnymi mafiozami, którzy ograbiają zabytkowe wille z bezcennego wyposażenia,  nim wezwie policję sama dokonuje oględzin zwłok, a wszystko to po kilku głębszych o z płomiennym sercem,  które bije dla przystojnego detektywa. 

Narażając własne życie Poldi rozwiązuje zagadki kryminalne jedna po drugiej,  przy okazji dostarczając materiału na książkę nieporadnemu siostrzeńcowi. A że przy okazji raczy się espresso z prądem i prosecco i pali mnóstwo papierosów,  to już mniej istotne  😉

Lekka,  zabawna,  a jednocześnie niezwykle wciągająca książka o kobiecie,  która nie zawsze jest grzeczna, czasem nie radzi sobie z własnymi demonami,  ale nigdy nie traci fasonu to doskonała lektura,  nie tylko dla pań.  Uwaga,  nie nadaje się do czytania w komunikacji miejskiej,  chyba,  ze lubicie jak dziwnie na Was patrzą, kiedy rechoczecie do książki  😉
A na koniec mały cytacik ;)


Krótko mówiąc polecam! 

Tytuł: "Ciotka Poldi i sycylijskie lwy"
Autor: Mario Giordano
Wydawnictwo: Initium
Cena: ok. 23 zł

środa, 28 lutego 2018

#Czytam #dzieciom Recenzja "Tek. Nowoczesny jaskiniowiec"



Tę książkę wygraliśmy w konkursie u Świat Karinki. Wpadła nam w ręce w idealnym momencie, bo akurat starszaki powalone chorobą nudziły się w domu. Od razu więc, jak tylko pożegnaliśmy listonosza, rzuciliśmy się do lektury.



Książeczka ma bardzo atrakcyjną formę, udaje bowiem tablet, okładka jest gruba, starannie wykonana, a rysunki naprawdę zabawne. Podobnie zresztą jak sama opowieść, której bohaterem jest Tek. Ten mały brodaty jaskiniowiec prawie nie wychodzi ze swojego domostwa, nie zachęca go do tego ani tocząca się pod jego nosem ewolucja, ani przyjaciele, którzy chcą się z nim pobawić, ba, Tek nie zauważył nawet epoki lodowcowej, która miała miejsce, kiedy chłopiec grał na tablecie.

Bo Tek, drodzy Państwo, ciągle gra. Nad jego jaskinią nie widać gwiazd nawet w środku nocy, a to przez łunę bijącą od wszelkiej elektroniki, która wciąż i na okrągło jest włączona. Rodzice Teka martwią się o niego, nie są jednak w stanie zmusić syna do opuszczenia schronienia, bo tatuś wynalazł co prawda internet, ale ognia jeszcze nie, a tylko on mógłby wykurzyć Teka na dwór.



Na szczęście z pomocą przychodzi Wielki Wybuchacz, dopiero ten wulkan wyrzuca Teka na zewnątrz i chłopiec traci zasięg. Zyskuje za to świadomość, jak piękny świat go otacza, o czym wcześniej nie miał pojęcia.



Ta zabawna książeczka pozwala dzieciom uświadomić sobie o co tak naprawdę chodzi w dzieciństwie, a nam dorosłym przypomina, że czasem warto stracić zasięg.



Nie będę Wam mydlić oczu, książka nie wystarczy Wam na wiele godzin wspólnego czytania, siedmiolatkowi lektura zajmuje raptem 10 minut, ale zdecydowanie jest to książeczka, do której się wraca i robi się to z przyjemnością. U nas sprawdziła się świetnie, w końcu mamy w domu dwóch miłośników dinozaurów i gier komputerowych, więc idealnie wpisujemy się w target.



TYTUŁ: Tek. Nowoczesny Jaskiniowiec
AUTOR: Patrick McDonnell
WYDAWNICTWO: Kinderkulka
CENA: 34,90 zł