piątek, 31 sierpnia 2018

8

Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy pomyślałam, że już nigdy nie będę sama. To on uczynił ze mnie matkę. Tego dnia, kiedy pojawił się w naszym życiu przyszła z nim siła, o którą się nie podejrzewałam, chęć do wstawania rano, do walczenia o wszystko, czego mu trzeba. 



Zwykle, kiedy otwiera oczy uśmiecha się, bo on lubi swoje życie. A ja lubię nasze życie z nim. Wrażliwy, diablo inteligentny, cwany, mądry, piękny - wewnętrznie i zewnętrznie, człowiek, który zasługuje na piękne życie. Mój syn. Pierworodny. Wymodlony. Lepszy niż kiedykolwiek mogłam marzyć.



Zygmunt dziś kończy osiem lat. Osiem lat z nim, to najpiękniejsza przygoda, jaką przyszło mi przeżyć. Kiedyś zmieni cały świat, bo pomysłów na wynalazki, które pomogą ludzkości ma bez liku, potrzebuje tylko warsztatu. Dziś jest całym naszym światem i to takim, którego za nic nie chcę zmieniać.


Synku, życzę Ci najlepszego życia. Pełnego miłości, dobrych ludzi, oddanych przyjaciół, nieograniczonej wyobraźni, wiary i siły do walki o marzenia. Tego, żebyś zawsze był sobą. Tego, żebyś umiał w swojej niewinności znajdować własną drogę, taką, która będzie dawała Ci szczęście i satysfakcję. 
Kocham Cię.Mama

wtorek, 28 sierpnia 2018

Jak zorganizować chrzciny krok po kroku cz 1

Czy chrzciny muszą kosztować fortunę? Czy da się zorganizować tego typu imprezę samemu i nie zwariować? Sami zadawaliśmy sobie te pytania. Tekst zaczęłam pisać od początku organizacji, żeby niczego nie przeoczyć i nie zastanawiać się potem, kiedy właściwie czym się zajmowaliśmy. Tak, żebyście mieli pełen obraz sytuacji. Zakładam, że rodziców chrzestnych wybraliście. Więc jedziemy z resztą. Poniżej macie listę rzeczy, o których powinniście pomyśleć miesiąc przed uroczystością. w następnej części pochylimy się nad ostatnim tygodniem przygotowań w trzeciej odsłonie opowiem Wam już po fakcie o przebiegu uroczystości i postaram się policzyć, ile to wszystko kosztowało. To co? Zaczynamy?

fot. Pixabay/FeeLoona

1. Ustalamy termin

Kazik w dniu chrztu miał skończone osiem miesięcy. Dlaczego tak późno zdecydowaliśmy o przyjęciu Sakramentu przez naszego syna? Bo zależało nam na dostępności gości. Mój teść na stałe mieszka za granicą, chcieliśmy, żeby był z nami w tym ważnym momencie, dlatego wiosną, kiedy on ustalał urlop w pracy, w czasie którego będzie w Polsce, wiedzieliśmy, że to wtedy musi odbyć się Chrzest Święty naszego dziecka. Warto się zastanowić, czy np. ktoś bliski, kto ma być obecny nie planuje w wymarzonym przez Was terminie urlopu. Sprawdzić to wcześniej, żeby nie zmuszać innych do zmiany planów, albo nie poczuć się zignorowanym.

2. Lista gości

Nikt nie da Wam gotowej recepty, każdy wie, kto jest dla niego ważny i... na co go stać. Nie ma się co oszukiwać. Podejście "zastaw się, a postaw się" tu się nie sprawdza, nie liczcie, że "odbijecie sobie z prezentów". One są dla dziecka, nie dla Was. U nas tych najbliższych zrobiło się 23 osoby. Każda z tych osób była dla nas ważna. To tylko dziadkowie, nasze rodzeństwo, chrzestni Kazika i nasza piątka. Kiedy policzyliśmy wszystkich, było dla nas jasne, że nie będzie przyjęcia w restauracji. Trzeba to zrobić inaczej.

3. Najważniejsza część - Kościół

Jeśli planujecie chrzciny w swojej parafii, wizyta w kancelarii parafialnej powinna odbyć się na miesiąc przed planowaną uroczystością wystarczy. Sprawdźcie jednak, czy nie ma zwyczaju, że w parafii chrzty odbywają się np. w pierwszą niedzielę miesiąca, bo możecie się zdziwić. Starsze dzieci przyjmowały sakrament w innej parafii, więc po zaświadczenie do naszego kościoła musieliśmy wybrać się odpowiednio wcześniej. Bo potrzebujecie zgody swojego proboszcza na chrzest poza parafią. Biurokracja jest wszędzie.

W swojej parafii ustalacie z księdzem termin, podajecie dane rodziców chrzestnych. Imiona Nazwiska, adresy i daty urodzenia. Warto o to zapytać, żeby nie poczuć lekkiego wstydu, jak ja, kiedy nie mogłam sobie przypomnieć, którego dnia lutego urodziła się moja przyjaciółka ;) (sorki Sylwia!). Ksiądz może poprosić już na tym spotkaniu o złożenie ofiary, nie będę się wdawać w dyskusje na temat tego ile, po co i dlaczego. Osobiście, jakoś o tym nie pomyślałam, a że zwykle nie mam przy sobie gotówki, tę kwestię zostawiliśmy na potem.
Oboje rodzice chrzestni Kazika są "z daleka", więc sporządzenie aktu zostało przełożone na "tuż przed mszą", jednak są parafie, gdzie konieczne będzie to wcześniej i o tym też należy pomyśleć.
Kapłan da Wam kartki potwierdzające przystąpienie do spowiedzi przed chrztem dla rodziców i rodziców chrzestnych oraz poprosi, żeby (jeśli ci drudzy są z innej parafii) dostarczyć dokumenty potwierdzające, że są oni praktykującymi katolikami i nie ma przeciwwskazań do pełnienia ich roli. Na tym etapie potrzebny jest też skrócony odpis aktu urodzenia dziecka.
Żywiciel nie jest katolikiem, więc ja dostałam trzy kartki dla siebie i chrzestnych. Warto je przekazać im wcześniej, żeby nie stawiać ich w sytuacji, że muszą się spowiadać już teraz natychmiast.

4. Jeśli nie knajpa to co?

Rozważaliśmy równe opcje, catering, samodzielne gotowanie, imprezę w domu, w ogrodzie, itd. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Pole Rekreacyjne u nas na wsi. Brzmi strasznie? Nie jest straszne, zajrzyjcie do Uroczysko Wymysły. W razie deszczu jesteśmy pod wiatą, jeśli nie będzie padać, można otworzyć ściany, okoliczności przyrody są piękne i co ważne, wśród naszych gości jest pięcioro dzieci od 4 do 10 lat, ważne więc było dla nas miejsce, gdzie nie będą się nudzić. Jeśli nie macie miejsca u siebie w domu zastanówcie się spokojnie, może dziadkowie, albo znajomi mają ogród, który mogli by użyczyć, istnieją świetlice, remizy i inne miejsca, gdzie można wynająć samą salę.
Warto szukać takich niekonwencjonalnych rozwiązań, bo niech podniesie rękę, kto był na przyjęciu na łące? ;)

5. Ustalamy menu

Nie zdecydowaliśmy się na 12 przystawek, siedem zup i 8 dań głównych do wyboru. Nie robimy imprezy w knajpie, nie zapraszamy obcych, zapadła więc decyzja o obiedzie. W końcu będą z nami tylko bliscy, ludzie, których znamy, znamy też ich gusta, możemy więc zaprosić ich na normalny świąteczny obiad. Wykluczyliśmy więc od razu dania, których nasi goście nie lubią. Zrobiliśmy listę zup, dań głównych i deserów, które świetnie nam wychodzą i są akceptowane przez naszych gości. Wyleciały w niej od razu rzeczy, których nie da się podgrzać i te bardzo pracochłonne. Szczęśliwie 2 września, to szczyt mojego ukochanego gastronomicznie sezonu - późnego lata. Skomponowaliśmy takie menu:
Zupa - krem z dyni z groszkami ptysiowymi
Danie główne - karkówka w sosie grzybowym i dwie surówki do wyboru: marchewka z porem i surówka z kapusty, kilka osób nie je wieprzowiny, zaplanowaliśmy dla nich pierś z kurczaka i ryż z marchewką i groszkiem
Deser: ciasto śliwkowe z kruszonką i szarlotka
Dodatkowo: świeże warzywa (papryki ogórki i pomidory), owoce (winogrona, jabłka, banany)
Napoje zimne i gorące
Plus tort (Zygmunt ma urodziny 1 września, Teodor 15 września)

6. Kto to poda?!

Warto mieć zaufaną osobę, która podgrzeje wszystko i dostarczy na mieście, tak żeby jedzenie i goście znaleźli się o tej samej porze w tym samym miejscu. Ja scedowałam te zadania na moją niezawodną kuzynkę, która na co dzień jest... kucharką. Ale rozejrzyjcie się na pewno macie kogoś takiego w rodzinie, albo wśród znajomych kogoś, kto chętnie pomoże, a nawet jeśli nie to na pewno mogą Wam kogoś polecić. Nie łudźcie się, że "ogarniecie", będziecie mieć na głowie inne rzeczy. My poprosiliśmy Beatę również o zrobienie klusek śląskich, surówek i upieczenie karkówki. Do proszenia o pomoc i jej przyjmowania jeszcze wrócimy. Warto o tym pomyśleć wcześniej, bo ktoś musi zarezerwować dla Was czas.

7. Naczynia

Macie w domu zastawę na dwadzieścia kilka osób? Ja nie. Napisałam post na FB z pytaniem, czy ktoś może mi pożyczyć talerze, z myślą, że w najgorszym razie kupimy najtańsze talerze w Ikei, albo poszukam wypożyczalni i wiecie co? W ciągu godziny miałam kilka propozycji od znajomych. Okazało się, że wiele osób było w podobnej sytuacji jak ta i ostatecznie kupili już zastawę z sieciówki na duuuużą rodzinę. Postanowiliśmy skorzystać z oferty sąsiadki, nawet jeśli coś się zbije, bez trudu odkupimy.

Teraz lecę załatwiać kolejne sprawy, a Was zapraszam na kolejną część "Jak zorganizować chrzest?", w której opowiem Wam o tym, jakie zadania czekają na Was w ostatnim tygodniu.

W najbliższym czasie zamkniemy inną serię: Ułatwiacze rodzicielstwa, czwarty artykuł o chodzikach piszemy wspólne z kolegą ortopedą dziecięcym. Tutaj możecie zobaczyć pierwsze trzy części tej serii:
Czy dziecko musi ssać smoczek? Czyli ułatwiacze rodzicielstwa cz 1
Sposób na kolkę. Otulacze antykolkowe. Ułatwiacze rodzicielstwa cz 2
Leżaczek-bujaczek czy ten cudaczek jest bezpieczny? Ułatwiacze rodzicielstwa cz 3

A ja już zacieram rączki, bo mam dla Was kolejną serię, którą pokochacie!

niedziela, 26 sierpnia 2018

Leżaczek - bujaczek czy ten cudaczek jest bezpieczny? Ułatwiacze rodzicielstwa cz 3

Jak ciężko bywa z małym marudnym dzieckiem wie wielu rodziców, gotowanie obiadu, kiedy mały ktoś wymaga ciągłej atencji do najłatwiejszych nie należy. Wtedy przychodzą na pomoc leżaczki-bujaczki-szalone cudaczki. Wielu młodych rodziców zaopatruje się w takie "cacydełko" już na etapie przygotowywania wyprawki dla młodego człowieka. Najczęściej robią to nie bez obaw: czy to na pewno bezpieczne?

Jaką pozycję ma dziecko w leżaczku?

Pediatrzy mówią, że dziecko nachylone pod kątem 45 stopni - jak w foteliku samochodowym jest bezpieczne. Oczywiście mówimy tu o zdrowym niemowlaku. Każde inne nachylenie jest do bani, obciąża kręgosłup i stawy biodrowe dziecka.

Czy dla każdego

Oczywiście, że nie! Jeśli Twoje dziecko ma jakiekolwiek problemy z niedojrzałością stawu biodrowego nie używasz leżaczka i koniec, nie ma przebacz. Bezpieczne miejsce dla Twojego maluszka to łóżeczko, kocyk na podłodze, mata edukacyjna.

fot. tompagenet on Visual Hunt CC BY-SA


Czas, zawsze chodzi o czas...

Wkładamy dziecko do bujaczka, bo potrzebujemy czasu na kawę, toaletę, ugotowanie obiadu, odkurzenie mieszkania. Dziecko przypinamy w bezpiecznym bujaczku i zabieramy się za swoją robotę. To działa, pod warunkiem, że niemowlę spędzi w nim kilka minut, jeśli zamierzasz robić porządki generalne i czterodaniowy obiad, leżaczek Ci nie pomoże, bo maluch nie może leżeć w nim godzinami! Tak jak i podróż samochodem w foteliku dla takiego maleństwa nie powinna być dłuższa niż 40 min, tak i tu nie ma litości. Dziecko powinno leżeć na płasko. Czytałam ostatnio, na Daily Mail chyba, o niemowlaku, który udusił się śpiąc w foteliku samochodowym. Za długo w nienaturalnej pozycji, dziecko nie miało możliwości ruchu i nieszczęście gotowe. Drastyczny przykład? Owszem, ale czasem takie są potrzebne. Dlatego i w leżaczku dziecko nie powinno spać.

Światełka, silniczki i muzyczki

Młodzi rodzice idą do sklepu po bujaczek, a tam... proste urządzenia z pałąkiem z zabawkami, wersje samokołyszące, wibrujące, z pozytywką, z siedmioma rodzajami wibracji i dwudziestoma melodyjkami, światełkami, migającymi, przygasającymi, szumiące, tańczące i wszystkorobiące. Ceny od stówki do tysięcy i co tu wziąć? Osobiście jestem fanką teorii, że malucha nie można przeładować bodźcami, bo to się mści. To trochę tak, jakby zabrać noworodka do hipermarketu w sobotę po południu, przed niedzielą wolną od handlu i potem się dziwić, że dziecko jest niespokojne. Taki mały człowiek ma słabo rozwinięty układ nerwowy, nadmiar bodźców - źle. Wybierając taki sprzęt kierujmy się zasadą mniej znaczy lepiej.


fot. holycalamity on Visualhunt  CC BY-SA

Karmienie...

Jak czytam na niektórych portalach, że leżaczek może spokojnie zastąpić krzesełko do karmienia, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Na wszystko w co wierzycie! Dziecka nie karmi się na leżąco! Chyba, że lubicie, jak się krztusi, lub co gorsza dławi. Wiecie jaka jest śmiertelność przy zachłystowym zapaleniu płuc? Polecam zapytać wujka Google. Bujaczek, to nie jest miejsce do karmienia.

Kiedy czas pożegnać przyjaciela?

Jeśli Twoje dziecko obraca się sprawnie na boczek albo próbuje siadać podciągając się fragmentów bujaczka, to poślij go już dalej. Oddaj koleżance w ciąży, schowaj na strychu, sprzedaj na allegro. Kiedyś widziałam, jak dziecko mojej koleżanki sprawnie szarpnęło za pałąk takiego bujaczka, który stał na stole, rach-ciach i pocałowało podłogę... Dobrze, że poza płaczem nic się nie stało, a mama była tuż obok.

ZAWSZE

Jeśli decydujesz się na używanie leżaczka-bujaczka wybieraj model, który będzie cichy i bezpieczny, z jak najmniejszą ilością udziwnień. Nigdy nie spuszczaj dziecka w tym z oczu, nie stawiaj leżaczka na stole, kanapie, etc. żeby lepiej widział, nie karm w tym dziecka. Zachowaj umiar, jak zawsze i ze wszystkim. Leżaczek nie jest zły, ale nie zastąpi czułych objęć rodzica.

A Wy używacie bujaczków? Może zaciekawią Was też inne artykuły w serii? Wcześniej napisałam o:
Smoczku-uspokajaczu
Sposobach na kolkę, w tym otulaczach

Trwają pracę nad najcięższym tematem:
Chodziki...

piątek, 24 sierpnia 2018

Kremowa pomidorówka bez śmietany. Zawstydzisz nią teściową ;)

Jedno z moich ulubionych powiedzeń to: Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili. Co jest swoistym absurdem, bo pomidorówki nie lubię. Lubią ją za to wszyscy moi chłopcy, od największego do najmniejszego. Siłą rzeczy muszę ją więc czasem ugotować, żeby nie było, sama ją też wtedy jem.

Musiałam znaleźć taki przepis, który zadowoliłby więc pięć podniebień, a do tego nie byłabym sobą, gdybym nie wcisnęła do niego wszystkiego zdrowego co mi przyszło do głowy.

Tak powstała pomidorowa jak u mamy. Gęsta, kremowa zupa bez śmietany, za to z warzywami w środku, której... zawsze jest za mało :)

Dodatkowym plusem tej zupy jest to, że nie ma w niej śmietany, ani mąki, ani nawet mięsa i wywaru. Nadaje się więc dla tych bez glutenu, bez nabiału i wegan. To co próbujemy?


Zanotujcie sobie przepis, bo ta zupa zostanie Waszą przyjaciółką.

Składniki:
1 łyżka masła
1 por (biała część)
1 cebula
3 gałązki selera naciowego
3 marchewki
1 kartonik przecieru pomidorowego
50 g kaszy jaglanej (suchej)
2 litry wody
sól
pieprz
cukier
zioła prowansalskie
świeża bazylia (opcja)
sproszkowana słodka wędzona papryka

Do dzieła!

Na dość dużym ogniu rozpuszczam mało, szklę na nim posiekaną cebulę, dodaję pokrojony w krążki por, seler  i przeciśnięty czosnek. Mieszam i wsypuję kaszę. Zmniejszam ogień i podsmażam wszystko razem, aż kasza stanie się lekko przezroczysta, dosypuję łyżkę wędzonej papryki (to mój tajny składnik, zaufajcie mi!), mieszam i zalewam wodą. Dodaję obrane i pokrojone marchewki. Nie musicie ciąć w misie ani serduszka. Nie ma to znaczenia. Gotuję wszystko, aż warzywa zmiękną. Wlewam przecier, czekam, aż całość się zagotuje, doprawiam solą i pieprzem do smaku, dodaję kilka ziarenek cukru, dosłownie pół szczypty i zioła prowansalskie.

Próbuję, zachwycam się, ewentualnie doprawiam. Zdejmuję z ognia i miksuję. Podaję z makaronem i świeżą bazylią. Wyjadają wszystko za jednym posiedzeniem :)

Dajcie znać, czy interesują Was nasze gary, jeśli chcielibyście więcej przepisów, chętnie podzielimy się tym co pojawia się na naszym stole. Foty w tym temacie znajdują się na naszym gastro Instagramie ;) Możecie kliknąć o TUTAJ i zobaczycie co tam jeszcze robimy ;) Naszego "ogólnożyciowego" Insta znajdziecie natomiast pod TYM linkiem.

piątek, 17 sierpnia 2018

Sposób na kolkę. Otulacze antykolkowe, czy to pomaga? Ułatwiacze rodzicielstwa cz 2

100 dni płaczu - taką definicję kolki niemowlęcej można znaleźć w internecie. Jak to jest z tymi kolkami, skąd się biorą a przede wszystkim, jak ulżyć dziecku w cierpieniu?
fot. pixabay/joffi


Czy wszystkie dzieci mają kolkę? 

Istnieją szczęściarze, których dzieci nigdy nie doświadczyły kolki. Należeliśmy do nich przy pierwszym dziecku. Zet był niemowlęciem bezproblemowych i wiem, jak koleżanki opowiadały mi o wyjących wniebogłosy dzieciach, a ja zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. Mało tego, byłam przekonana, że one coś robią źle. O święta naiwności. Ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że miałam wtedy 25 lat i niewiele wspólnego z dziećmi. Ted i Kazik mieli kolki, więc mogę powiedzieć, że to się zdarza, wcale nie rzadko, ale absolutnie nie wszystkie dzieci muszą przez to piekło przechodzić.

Kiedy pojawia się kolka niemowlęca i ile trwa?

Niektórzy specjaliści mówią, że około trzeciego tygodnia, ale np. u Kazika kolki pojawiły się wcześniej i to też jest możliwe. Nasza pediatra mówi, że takie ekscesy mogą się zacząć już w trzeciej dobie. I niestety, jeśli się już pojawią, zwykle nazwa "koszmar 100 dni" nie jest niestety terminem przesadzonym.

Skąd wiadomo, że to właśnie kolka?

fot. pixabay/fancycrave1

Kolka niemowlęca pojawia się nagle. Twoje dotychczas spokojne dziecko nagle zaczyna płakać, prężyć się, ma napięty brzuszek, podkurcza nerwowo nóżki. Płacz jest trudny, jeśli nie niemożliwy do ukojenia, dziecko często ma czerwoną buzię. Ataki najczęściej pojawiają się późnym popołudniem i potrafią trwać dwie godziny. Zwykle, każdego dnia płacz zaczyna się o tej samej porze. Ale nie jest to reguła. Nasz biedny Teodor potrafił budzić się z wielkim płaczem w środku nocy, czasem atak pojawiał się rano. Bujaliśmy się i lulaliśmy dzień i noc. Ten czas wspominam, jako bardzo stresujący, nerwowy okres. Niemoc, jaką wtedy czułam, była nie do opisania, płakałam razem z nim, bo on cierpiał, a ja nie umiałam mu pomóc.

Dlaczego tak się dzieje

Najbardziej prawdopodobne jest to, że kolka niemowlęca pojawia się z powodu niedojrzałości układu pokarmowego dziecka. Dieta matki karmiącej niewiele ma z tym wspólnego. Gdyby tak było, dzieci karmione butelką nie miały by kolek, a mają. Czasem za powód podaje się zbyt łapczywe ssanie przez dziecko, które razem z pokarmem połyka powietrze, przez co w jego brzuchu gromadzi się nadmiar gazów, z którymi młody organizm nie umie sobie poradzić.

Jak pomóc dziecku (i sobie)
- masaż antykolkowy - zapamiętaj tę frazę, to Wasz przyjaciel. Masaż pomaga pozbyć się nadmiaru gazów i uwolnić mały brzuszek od cierpienia, a zdrowie psychiczne rodziców od opuszczenia domu
- okłady - ciepłe, ale nie gorące, fajnie sprawdzają się tu suche termofory, np. taki z pestkami wiśni. Można nimi pomasować brzuszek, co wzmacnia ich działanie.
- technika karmienia karmimy dziecko w kierunku przeciwnym niż nakazywałaby grawitacja, czyli mama leży na plecach a dziecko na niej i "ciągnie do góry", to spowalnia wypływanie pokarmu i dziecko nie ssie tak łapczywie
- otulacze antykolkowe, można też oczywiście spowijać pieluchą, czy cienkim kocykiem*.

fot.: Facebook/zywicielka

- o kolkach zawsze warto powiedzieć pediatrze, u nas okazało się, że Kazik, mimo iż nie ulewał miał refluks, który skończył się pobytem w szpitalu. Polecam ten tekst: Przez żołądek do... płuca, czyli czemu Kazik wylądował w szpitalu 
- kropelki, pomagają, ale nie wszystkim dzieciom... Warto też przeczytać skład czy nie ma w nim zbyt dużo cukru
- czopki - to akcja ze szpitala, pielęgniarka na pediatrii przynosiła na dzieciom cierpiącym na kolki czopki z paracetamolem. Łagodzą ból i pomagają opróżnić brzuszek, ale nie polecam nadużywania. Dziecko może się przyzwyczaić i mieć problem z samodzielnym załatwianiem.

--------------
* Ale tutaj, na prośbę zaprzyjaźnionego ortopedy dziecięcego ważna uwaga. Nie ściskamy dziecka codziennie na dwie godziny! Otulacz stosowaliśmy przy Kaziku, ale to pomoc zdecydowanie doraźna. (raz w tygodniu 15 minut) Każdemu czasem brak sił i wtedy otulacz przychodzi z pomocą, ale nadmierne używanie go przyniesie więcej szkody niż pożytku stawom małego człowieka. Tak wiem, producenci piszą, że materiał jest mięciutki i że dziecko śpi w tym spokojnie. Mam też świadomość, że cała Azja i pół Skandynawii spowija dzieci. Ale szczerze - bardziej ufam Jackowi niż im.

A jakie są Wasze doświadczenia z kolką, może udało Wam się pomóc dziecku innym sposobem? Warto się nim podzielić w komentarzu, możecie oszczędzić bólu innym maleństwom.

Inne teksty w serii o ułatwiaczach?
Czy dziecko musi ssać smoczek

w przygotowaniu:
Czy chodzik szkodzi dziecku
Bujaczek - leżaczek

niedziela, 12 sierpnia 2018

Czy dziecko musi ssać smoczek? Czyli ułatwiacze rodzicielstwa cz 1

Patrzysz na swoje dziecko, które trzecią godzinę śpi w Twoich objęciach, próbowałaś odłożyć je do łóżeczka już osiem razy, nie da się, płacze. Może i wyprasowałabyś tą stertę ubrań z kanapy, ale się nie da, bo Twój słodki aniołek jest aniołkiem tylko wtedy, gdy siedzisz tuż obok. Wtedy do akcji wkraczają oni: bohaterowie młodych rodziców, ułatwiacze życia.

Na pierwsze łzy - smoczek


Już w pierwszej ciąży wiedziałam, że nie chcę dawać dziecku smoczka. Wszyscy stukali się w głowy głosząc, że dziecko zrobi sobie smoczek... ze mnie. Faktycznie pierwsze trzy miesiące prawie nie wypuszczałam Zeta z rąk, ale czy mi to przeszkadzało? Szczerze mówiąc wcale. Uwielbiałam patrzeć na niego, tulić go, sama bardzo tego potrzebowałam, a co dopiero taka kruszynka... Uprzedzę wszelkie mniej lub bardziej złośliwe pytania. W domu było czysto (może nie sterylnie, ale jednak), pranie było zrobione, a obiad ugotowany. Wielka w tym zasługa mojego męża, który zawsze był (i jest) chętny do pomocy. Przy młodszych dzieciach było podobnie. Tyle, że zamiast siedzieć z noworodkiem przy piersi i czytać książkę grałam w warcaby, czytałam bajkę na głos, rysowałam i robiłam wszystko to, co robi się z kilkulatkiem. Więc czy dziecko musi ssać smoczek? I tak i nie.

Dziecko musi ssać! 

fot. Pixabay

Co do tego nie ma wątpliwości. Odruch ssania w zależności od źródła pojawia się u dziecka w życiu płodowym w 12 lub 15 tygodniu. Ssanie jest mu potrzebne nie tylko do pobierania pokarmu w pierwszych miesiącach życia. Ta niepozorna, pierwotna umiejętność ma o wiele więcej zadań. Smoczek - uspokajacz nie bez powodu się tak nazywa. Ssanie ma działanie uspokajające, kiedy niemowlę ssie pierś dodatkowo zaspokaja potrzebę bliskości i czuje się bezpiecznie. Pewnie, że można dziecko nauczyć ssać smoczek, częściowo je wtedy oszukamy, zyskamy kilka minut spokoju. Laktacja to bardzo mądry mechanizm, w który wyposażyła nas natura - dziecko ma się najeść, ale kiedy mały brzuszek się napełni, a dziecko nadal ssie, robi to jakby "na pusto", właśnie po to, żeby się poprzytulać. Mądrzy pediatrzy mówią, że nie ma możliwości przekarmienia dziecka piersią.  Wiem, że wielu rodziców sięga po smoczki, bo nie wiedzą, że da się bez, bo wszystkie dzieci w rodzinie mają smoczki, bo dziecko w reklamie pieluch, które tak słodko śpi ma smoczek...

Można dać smoczek, ale rozważnie


Jeśli już decydujemy się na podanie smoczka, to też nie traktujmy go jak zła absolutnego, np. w sytuacji, kiedy z jakiegoś powodu mama nie karmi piersią, smoczek może być wybawieniem. Ale uwaga! Smoczek nie jest "wyłącznikiem do dziecka". I nie powinniśmy go tak traktować. Dziecko z pełnym brzuszkiem potrzebuje się uspokoić, możesz podać mu smoczek, ale kiedy marudzi, bo leżało długo w łóżeczku i się nudzi, smoczek nie może zastępować czułej opieki rodziców. Jeśli już dziecko musi ssać smoczek, to trzeba zadać sobie pytanie - kiedy go odstawić?

Kiedy rozstać się ze smoczkiem?


fot. Pixabay

Widzieliście te dwuletnie dzieci biegające ze smoczkiem w budzi po placu zabaw? Tu już nie chodzi o zaspokojenie potrzeby, to jest nałóg! Kto palił papierosy wie o czym mowa, kręcisz się kręcisz, pyk, potrzebujesz czegoś w ustach, no to jest! Smoczek trzeba odstawić, kiedy jeszcze odruch ssania nie przejdzie w nawyk. Źródła mówią różnie czasem jest to piąty miesiąc czasem siódmy. Ale nie siedemnasty! Nie będę się wymądrzać, jak to zrobić, bo po pierwsze nigdy nie musiałam sama się z tym mierzyć, znam to z opowieści koleżanek, a dwa uważam, że każdy z nas zna swoje dziecko najlepiej i wie, co je uspokaja. Moje znajome mamy mówią, że odstawienie trwa 2-7 dni i dziecko przestaje się upominać, ale jak mówię, znam to tylko z opowieści.

Dlaczego odstawiamy?


Dlaczego nie można poczekać, aż dziecko samo odstawi smoczek? Bo może się okazać, że ma cztery lata i nadal potrzebuje "dydka". Jakie są konsekwencje tak długiego ssania smoka?
- wady zgryzu - nawet przy użyciu specjalistycznych smoczków
- próchnica - choćbyś wyparzała smoczek 17 razy dziennie i wymieniała co kilka dni nie usuniesz wszystkich bakterii
- wady wymowy - żeby było jasne, one mogą wystąpić nawet u dzieci bezsmokowych (patrz mój Ted), ale smoczki nawet najlepsze, ssane długo mają zły wpływ na rozwój mowy
- psychologowie podkreślają, że smoczek jest złym sposobem łagodzenia sytuacji stresowych. Spotkałam się kiedyś z taką opinią, że jeśli trzylatek potrzebuje smoka, kiedy się stresuje, to jako dorosły będzie potrzebował jedzenia, używek... Bo nie będzie umiał uspokoić się bez wspomagaczy.

Jakie są Wasze doświadczenia ze smoczkami? Używacie? Macie za sobą odstawianie? Opowiedzcie swoje historie, może komuś pomożecie?

W serii ukażą się teksty o:
- motaniu dzieci i otulaczach antykolkowych
- leżaczkach bujaczkach
- Chodzikach, pchaczach, skoczkach i innych pionizatorach


niedziela, 5 sierpnia 2018

Rodzicielstwo Bliskości - z czym to się je i o co w tym chodzi

Kiedy osiem lat temu byłam w pierwszej ciąży zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądać nasza droga, ale nie mieliśmy na nią większego planu. To co wiedzieliśmy na pewno, to fakt, że nie będziemy stosować przemocy wobec dziecka. Reszta przyszła sama.

fot. pixabay

Dziś będąc matka trzech muszkieterów mogę napisać, że nasze rodzicielstwo poszło w stronę Rodzicielstwa Bliskości. I choć kilka lat temu bałam się tego określenia, bo kojarzyło mi się z porodem w głuszy, wielorazowymi pieluszkami i życiem bez wszelkich udogodnień, teraz wiem, jak bardzo się myliłam.

Rodzicielstwo Bliskości jest niczym innym, jak naturalną odpowiedzią na potrzeby dziecka i rodziców. Zaczynając od początku:

1. Poród - przeżycie dla dziecka i rodziców


Żadne z naszych dzieci nie urodziło się w lesie przy strumieniu. Wszyscy przyszli na świat w szpitalu. Przy każdym porodzie obecny był tata chłopców. Każdy z tych trzech przewrotów naszego życia poprzedziło 9 miesięcy wspólnego czekania, wsłuchiwania się w moje ciało i w jego potrzeby. W kulminacyjnym momencie Michał zawsze trzymał mnie za rękę i wspierał. Chłopcy lądowali na moim brzuchu i tam spędzali pierwsze dwie godziny życia. Zeta w międzyczasie zważono i zmierzono, dziś wiem, że to mogło poczekać. Maluchy miały tu lepiej, bo dopiero po dwóch godzinach były badane. Poród to wielki stres dla dziecka, dlatego powinno po nim dojść do siebie w objęciach matki, której zapach i bicie serca dobrze znają.

fot. Pixabay

2. Karmienie piersią


Jeśli wydaje Ci się, że karmienie to droga przez mękę, to... nie do końca masz rację. Owszem bywają trudne momenty, ale satysfakcja z karmienia, oszczędność czasu i pieniędzy są warte każdej łzy. O dobrodziejstwach płynących z mlekiem matki nikogo nie będę przekonywać, pełno takich informacji w internecie. W Rodzicielstwie Bliskości nie chodzi o to, żeby karmić do 12 roku życia, chodzi o to, żeby Tobie i dziecku było z tym dobrze. Więc nawet jeśli wybierzesz butelkę, nadal możesz praktykować ten model wychowania. U nas było tak, że Zet sam porzucił cycka, kiedy skończył 9,5 miesiąca. Teda sama zdecydowałam odstawić, kiedy miał dwa lata (do tego tematu jeszcze wrócimy kiedyś). Kazika planuję karmić 2 lata, jak wyjdzie, czas pokaże.

3. Spanie z dzieckiem


Podobnie, jak przy karmieniu, nikt, nikogo nie zmusza. Czasem wystarczy dziecku łóżeczko postawione przy łóżku rodziców, czasem dzieci lubią spać zupełnie oddzielnie. Zygi praktycznie od początku miał swój pokój i wszystkim to pasowało. Budził się dwa, czasem trzy razy w nocy, a po karmieniu grzecznie zasypiał w łóżeczku. Ted od początku gardził łóżeczkiem, jedyna słuszna opcja to było spanie z nami, a mi to pasowało, bo budził się co dwie minuty na karmienie, więc była to jedyna opcja, żeby się wyspać. Kazik jest gdzieś pomiędzy, w dobry dzień śpi do trzeciej u siebie, potem z lenistwa biorę go do naszego łóżka, w gorsze dni, nie daje się odłożyć.

fot. Pixabay

4. Reakcja na płacz


"Bez płaczu się nie wychowa", mawia moja mama i sporo ma racji. Niemowlę nie umie mówić, komunikuje więc swoje potrzeby płaczem. To, że nie wolno dziecka zostawiać, żeby się wypłakało jest chyba jasne. Ostatnio trafiłam na jakiś artykuł mówiący o tym, że badania przeprowadzone na amerykańskich więźniach pokazały, iż 75 procent z nich było pozostawianych w niemowlęctwie do samouspokojenia w łóżeczku. Ci ludzie mieli problem z empatią w dorosłym życiu. Gdzieś w tyle głowy towarzyszyło im przekonanie, że muszą zadbać o siebie i tylko o siebie, nawet jeśli oznaczałoby to krzywdzenie innych.
Tuląc dziecko, które wzywa opiekuna płaczem dajemy mu sygnał: słabszymi trzeba się opiekować, nie jesteś sam, kocham Cię i chcę żebyś był szczęśliwy. Twoje dziecko nie płacze, żeby Tobą manipulować, ono tego nie umie. To my dorośli uczymy dzieci kłamać i manipulować.

5. Przytul mnie, noś mnie 


"Nie noś, bo przyzwyczaisz!" Ile razy to słyszałeś drogi rodzicu? Moja ulubiona odpowiedź na takie stwierdzenie brzmi: Już przyzwyczaiłam, przez dziewięć miesięcy, postanowiłam po prostu nie odzwyczajać. Zwykle to wystarcza. Nasze dzieci były noszone i tulone i w chuście i na rękach. Może Was zaskoczę, ale ani ośmioletni Zet, ani pięcioletni Ted wcale nie chcą teraz na ręce. Noszenie dzieci ma dla nich wielowymiarowe znaczenie, pomaga stworzyć bliskie relacje z rodzicem, uspokaja, bo zapach, bicie serca i dotyk rodzica stwarzają poczucie bezpieczeństwa. Kiedy dziecko ma gorączkę kontakt skóra do skóry z rodzicem pozwala zbić temperaturę, kiedy się przytulamy, nasz organizm produkuje oksytocynę nazywaną hormonem miłości, ta z kolei nie tylko poprawia nasze samopoczucie psychiczne, ale wzmacnia też układ odpornościowy i przyspiesza gojenie ran. Fajnie co? Kiedyś czytałam też, że dorosły człowiek, który przytula się 12 minut dziennie zmniejsza u siebie ryzyko wystąpienia depresji o 85 procent! Więc zawsze możecie to robić dla siebie :)


6. Wychowanie czy tresura?


I tu znowu musimy się pochylić nad reakcjami rodziców na potrzeby dziecka. Bo widzicie, w RB wcale nie chodzi o to, żeby nie wychowywać, przeciwnie, w naszym domu obowiązują jasne zasady, dzieci wiedzą co mogą, a czego im nie wolno. Ale (zawsze jest jakieś ale) zamiast stosować tresurę zrobisz źle - kara, zrobisz dobrze - nagroda, staramy się tłumaczyć wprowadzając jakieś zwyczaje, potem owszem, chwalimy lub podkreślamy, co można było zrobić lepiej. Staramy się zawsze być obok naszych dzieci, kiedy tego potrzebują. Kiedy widzimy, że z czymś sobie nie radzą, staramy się ich wystopować i pomóc w znalezieniu właściwego rozwiązania. No bo dziecku można coś kazać, zrobić za niego, pokazać "jedyne słuszne rozwiązanie", ale (znowu ale) chcemy wychować samodzielnych dorosłych, ludzi, którzy będą umieli znaleźć wyjście nawet z trudnej sytuacji. Bo w dorosłym życiu nikt nie będzie ich wyręczać.

7. A gdzie w tym mama i tata?


Jeśli Twoje dziecko w ciągu dnia usłyszy 70 razy "zaraz", "nie teraz", "za chwilę", "poczekaj" to zapewniam, będzie ciągle próbowało znaleźć moment, kiedy będzie mieć Cię tylko dla siebie, bo wie podświadomie, że tak powinno być. Jeśli jednak słuchasz go z zainteresowaniem, odpowiadasz na jego pytania, patrzysz mu w oczy w czasie rozmowy, to wie, że jeśli w końcu usłyszy "Teraz mama i tata potrzebują trochę czasu dla siebie" należy to uszanować. Bo w tym wszystkim nie możemy zapominać, że związek rodziców jest ważny, trzeba go pielęgnować. Dzieci obserwują to co dzieje się w ich domu rodzinnym,przenoszą to na własne późniejsze relacje. Jeśli rodzice nie mają dla siebie czasu, dzieci kodują, że z partnerem nie trzeba spędzać czasu, jeśli rodzice się ciągle kłócą, dzieci przeniosą ten styl rozmawiania do swoich domów. Lepiej więc, żeby widziały nas uśmiechniętych, przytulonych, odnoszących się do siebie z szacunkiem. Od nas uczą się czym jest miłość.

fot. Pixabay


Podsumowując, kiedy rodzi się dziecko nie wychodzi razem z nim instrukcja obsługi. To, że coś sprawdza się w jednej rodzinie, wcale nie znaczy, że będzie złotym środkiem w innej. Dzieci są różne i dorośli są różni. Rodzicielstwo Bliskości każdy z nas może dostosować z łatwością do własnych realiów i potrzeb. Jaki jest klucz? Miłość, szacunek i zaufanie. Również sobie, bo to Ty jesteś rodzicem i Twoja intuicja podpowie Ci jak postępować.