Po co ktoś obgaduje dziecko? Jak w małej miejscowości Syn Drugi został gwiazdą
Moje dziecko na ustach w salonie fryzjerskim i na lokalnym sabacie czarownic. Tego nie było w moim bingo. Kiedy ktoś mnie pyta, mówię, że w mom życiu i domu nie ma wielu zasad, jednak zawsze obowiązuje wzajemny szacunek i akceptacja. Mamy w domu dwóch nastolatków, umówmy się akceptacja i pewna doza swobody są konieczne.
I tak dziecko nr 2 ma dość oryginalny styl, jeśli chodzi o strój czy fryzurę. No lubi chłopak być widoczny na drodze co wam powiem, w jego wieku miałam różowe włosy. Czy on swoimi kolorowymi włosami albo łańcuchami na szyi robi komuś krzywdę? Oczywiście, że nie, więc czemu znalazł się na ustach pań w salonie fryzjerskim? Ale do brzegu.
Człowiek o wyrazistym stylu
Lubi modę, muzycznie jest na pograniczu hip-hopu, punkrocka i metalu. Wygląda adekwatnie do swoich upodobań. Moim skromnym zdaniem - świetnie i oryginalnie, ma smykałkę do wyszukiwania perełek na Vinted i ciekawego ich komponowania. Szczęśliwe ustawa Prawo oświatowe mówi dość jasno, że w szkole nikt nie może mu narzucić stylu ubierania, koloru włosów, fryzury i innych takich, o ile jego wygląd nikogo nie obraża. Czytaj, póki nie nosi ubrań z obscenicznymi nadrukami i nie chodzi nago - nikomu nic do tego.
Nie musi się nikomu podobać, że ma fioletowe włosy, za dużą koszulę, ale jednym z elementów jego biżuterii jest łańcuch ze sklepu żelaznego. Ten akurat i mi się nie podoba, ale szczęśliwie nie ja go noszę, więc póki go nie uczula - jest mi dokładnie wszystko jedno. Warto pamiętać, że 13-letni człowiek zmienia styl częściej niż niektórzy skarpety, więc w takiej sytuacji najlepiej dać dzieciakowi spokój i poczekać, aż znajdzie siebie. Bo dla nastolatka ubrania to nie tylko odzież, to sposób, na podkreślenie swojego indywidualizmu, pokazanie światu przynależności do jakiejś subkultury, czy po prostu forma wyrazu artystycznego. No więc gdzie problem?
A u fryzjera mówią o twoim synu
Wpadłam do znajomej na szybką kawę, siedzimy, gadamy, w końcu koleżanka zbiera się w sobie i mówi, że jakiś czas temu była u fryzjera i tam słyszała, jak "baba z sekretariatu" opowiadała z wielkim zaangażowaniem o moim dziecku. Mimo że rok szkolny skończył się już chwilę wcześniej, pani nie mogła przeżyć, że chłopiec ma kolorowe włosy i łańcuchy i "jak on wygląda, by pani nie uwierzyła" - opowiadała ponoć z wypiekami na twarzy manicurzystce.
Przy okazji poniosła ją fantazja, bo dodała pokaźny akapit tym, jak szkoła wielokrotnie wzywała rodziców w tej sprawie, a oni ciągle rozkładają ręce i mówią, że to taki sposób wyrażania siebie. Fajnie, owszem tak mówię, bo uważam, że 13-latek ma prawo nosić, co chce, ale muszę wyprowadzić panią z błędu - szkoła nas nie wzywała. Poniekąd mnie to rozbawiło, ale muszę przyznać, że dostrzegam też znacznie mniej zabawne aspekty tego zdarzenia.
A od moich dzieci wara - jak mawiał klasyk
Tak sobie myślę, że to w sumie bardzo smutne, że dorośli ludzie mają tak nudne i ubogie życie, że aby podtrzymać rozmowę, muszą obgadywać 13-letnie dziecko, bo sami nie mają nić ciekawego do powiedzenia. Pech, bo moje dzieci chodzą do wiejskiej szkoły i choć ja sama nigdy nie byłam w tym salonie, to akurat moja znajoma chadza tam regularnie i się trafiło. Jednak biorąc pod uwagę, że RODO to nie tylko imię i nazwisko, ale wszelkie dane, po których można zidentyfikować osobę, to się robi mniej przyjemnie, zwłaszcza że mówimy o osobie nieletniej. Oj, nieładnie, nie ładnie.


Komentarze
Prześlij komentarz